Walka o głosy i o... zdrowie mieszkańców Gliwic. Przed drugą turą wyborów w tym mieście kampania rozgrywa się między innymi na gruncie budowy nowego szpitala miejskiego. Na gruncie, bo na razie zbyt wielu konkretów nie ma, a jak nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze.
Minister Zdrowia Izabela Leszczyna widziałaby współpracę pomiędzy Śląskim Uniwersytetem Medycznym, a Gliwicami. Bo ten pierwszy nie ukrywa, że uczelnia potrzebuje nowoczesnego szpitala. Obecne placówki w Gliwicach miałyby zostać wtedy zlikwidowane.
- Szereg jednostek szpitalnych jest w starym budownictwie, łącznie z tym, że czasami na badania diagnostyczne trzeba przewozić pacjenta z jednej części szpitala na drugą melexem - mówi prof. Tomasz Szczepański, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
O tym, że nowy szpital jest potrzebny nie trzeba nikogo przekonywać, problem jest natomiast z finansowaniem jego budowy. Pomysł ma już minister zdrowia.
- Doszliśmy do wniosku, że minister zdrowia może wystąpić do rady ministrów z prośbą o ustanowienie wieloletniego programu - mówi Izabela Leszczyna, Minister Zdrowia.
Bo chodzi o to, że Gliwice pieniądze będą mieć na tzw. część podstawową, czyli praktycznie budowę szpitala w stanie surowym zamkniętym. A tak każdy dołożyłby swoją „cegiełkę” do budowy.
-Wpłynęło nam pięć ofert w tym postępowaniu przetargowym. Najtańsza na 878 milionów złotych - mówi Łukasz Oryszczak, Urząd Miejski w Gliwicach.
Nowy szpital miałby powstać przy ulicy Kujawskiej, niedaleko Areny Gliwice.
- Warto przeanalizować po pierwsze tę lokalizację, a jeśli ta lokalizacja miałaby jakieś mankamenty, być może szybko znaleźć inną - mówi Katarzyna Kuczyńska-Budka, kandydatka na prezydenta Gliwic.
Byle tylko do czasu wyborów mieszkańcy nie stracili więcej zdrowia. Bynajmniej nie z powodu braku szpitala, a wyborczej przepychanki obietnic.
Autor: Paweł Jędrusik