W Beskidach zmarł mężczyzna, który jechał skuterem śnieżnym. Ratownicy GOPR nie dali rady go uratować. Tragiczny wypadek na zboczach Pilska.
Tragiczny wypadek pod Pilskiem w Beskidach. O akcji ratowniczej, która nie zakończyła się sukcesem, poinformowali ratownicy GOPR z Beskidów. Do tragedii doszło w piątek 12 stycznia 2024, wieczorem.
- W piątek o godz. 20:45 otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące zaginięcia mężczyzny poruszającego się skuterem śnieżnym z Hali Lipowskiej w kierunku Hali Miziowej. - informują goprowcy z Beskidów. - Ratownicy dyżurujący na Hali Miziowej podjęli niezwłocznie działania. Ich efektem było odnalezienie poszkodowanego w rejonie Munczolika po stronie słowackiej. W związku z brakiem funkcji życiowych u poszkodowanego ratownicy rozpoczęli podstawowe zabiegi resuscytacyjne (BLS) - opisują wydarzenie.
Z uwagi na lokalizację wypadku - po stronie słowackiej, ok. 150 m od granicy z Polską - niezwłocznie powiadomiono również ratowników słowackich służb ratunkowych. Jednocześnie na miejsce działań został przetransportowany ratownik medyczny z GB GOPR. To pozwoliło na wdrożenie zaawansowanych zabiegów resuscytacyjnych (ALS).
Niestety, pomimo podjętych działań po ponad godzinnej resuscytacji krążeniowo-oddechowej nie udało się przywrócić funkcji życiowych poszkodowanego. - Dlatego odstąpiono od dalszych czynności ratunkowych - kończą ratownicy.
A oto relacja słowackich ratowników:
- Z GOPR-em skontaktowała się jego żona. Polka prosiła o pomoc, bo straciła kontakt z mężem. W trakcie poszukiwań, na podstawie uzyskanych informacji, polscy ratownicy odnaleźli ślad skutera śnieżnego, a następnie miejsce wypadku, do którego doszło w terenie górzystym pod masywem Pilska. Mężczyzna prawdopodobnie jechał skuterem śnieżnym po stromym zboczu, a pojazd przewrócił się na niego.
Ratownicy GOPR Beskidy podali też, ile akcji miało miejsce w weekend w Beskidach. - W miniony weekend ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR przeprowadzili 2 wyprawy oraz 6 akcji ratunkowych w rej. Pilska, Babiej Góry, Skrzycznego, Błatniej oraz Szyndzielni. Niestety życia jednego z poszkodowanych nie udało się uratować - mówią.