Milla – muzyka dojrzewa razem z człowiekiem
Nie każda piosenka kończy swoją historię w momencie premiery. Są utwory, które dojrzewają razem z artystą i po latach nabierają zupełnie nowego znaczenia. Tak właśnie stało się w przypadku Kamili Sabatowicz, występującej pod pseudonimem Milla. Wokalistka ponownie pojawiła się w Telewizji TVS, prezentując utwór Planeta o dwóch słońcach. Choć kompozycja powstała kilka lat temu, dopiero teraz doczekała się teledysku i, jak przyznaje artystka, dziś opowiada zupełnie inną historię niż w chwili jej nagrania.
Rozmowa była jednak nie tylko okazją do opowiedzenia o najnowszym projekcie. Milla wróciła wspomnieniami do swoich początków, zdradziła kulisy pracy nad teledyskiem, opowiedziała o życiowych zmianach oraz o drodze, która zaprowadziła ją z ławki uczennicy na stanowisko dyrektorki Społecznego Ogniska Muzycznego!
Powrót do Telewizji TVS
Telewizja TVS nie jest dla Kamili nowym miejscem. Na antenie pojawiła się po raz pierwszy kilka lat temu, jeszcze przed rozpoczęciem studiów, wykonując piosenkę dedykowaną mamie. Od tamtej pory regularnie wraca do stacji, a udział w Szlagierowej Liście stał się jednym z ważniejszych punktów jej muzycznego kalendarza. Każde kolejne zaproszenie traktuje jako motywację do przygotowania nowego materiału. Niezależnie od innych obowiązków stara się, aby co roku zaprezentować publiczności nowy utwór lub teledysk. To właśnie dzięki temu wydarzeniu mobilizuje się do kolejnych działań artystycznych, nawet wtedy, gdy codzienne życie i zobowiązania nie zawsze pozwalają poświęcić muzyce tyle czasu, ile by chciała.
Rok pełen zmian
Ostatni raz widzieliśmy się z Kamilą w zeszłym roku, gdy opowiadała nam o tym, że wyszła za mąż, a wspólnie z mężem spełniła jedno ze swoich największych podróżniczych marzeń. Podróż poślubna do Kenii okazała się nie tylko okazją do odpoczynku, ale przede wszystkim niezapomnianym spotkaniem z naturą. Jak podkreśla, możliwość obserwowania dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku pozostawiła wspomnienia, których nie zastąpi żadna materialna pamiątka. To właśnie takie doświadczenia uważa za najcenniejsze i najtrwalsze. Jednocześnie nie zwolniło tempo jej pracy zawodowej. Poza koncertami i działalnością sceniczną cały czas rozwija Społeczne Ognisko Muzyczne w Piekarach Śląskich, którego jest dyrektorką.
Piosenka, która dojrzała razem z artystką
Najnowszą propozycją w Szlagierowej Liście jest utwór Planeta o dwóch słońcach. Choć utwór znalazł się na płycie wydanej w 2022 roku, dopiero teraz doczekał się ekranizacji. Powód tej decyzji był bardzo osobisty. Przed kilkoma laty wokalistka interpretowała tekst przede wszystkim jako opowieść o przyjaźni i bliskości. Dziś, po kolejnych życiowych doświadczeniach i zawarciu małżeństwa, dostrzega w nim historię o miłości. To właśnie zmiana własnego spojrzenia sprawiła, że postanowiła wrócić do tej kompozycji i opowiedzieć ją na nowo. Artystka zwraca uwagę, że dobra piosenka może być odczytywana na wiele sposobów. Ten sam tekst dla różnych osób może oznaczać coś zupełnie innego, a jego interpretacja zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniami słuchacza. Sama najlepiej przekonała się o tym na własnym przykładzie.
Nowa interpretacja utworu znalazła odzwierciedlenie również w teledysku. Zdjęcia powstały w Pałacu Kawalera oraz parku w Świerklańcu. Milla chętnie pokazuje miejsca znajdujące się „blisko domu” i udowadnia, że niezwykłe plenery można znaleźć również na Śląsku. Szczególne znaczenie miała także stylizacja. W nagraniach wykorzystała swoją suknię ślubną, nadając jej symboliczne drugie życie. Dla artystki stała się ona metaforą zmian, jakie zaszły w jej życiu od momentu nagrania piosenki. Jeszcze bardziej osobisty charakter nadał teledyskowi udział męża wokalistki. To jego pierwszy występ u boku artystki, a jednocześnie element, który dopełnił historię opowiadaną przez utwór. Co ciekawe, kilka lat wcześniej Milla zupełnie inaczej wyobrażała sobie obraz do tej kompozycji. Wówczas tekst kojarzył jej się przede wszystkim z pamięcią o zmarłym tacie i obecnością anioła stróża czuwającego z oddali. Dopiero późniejsze doświadczenia sprawiły, że zaczęła odczytywać go jako opowieść o miłości i obecności drugiego człowieka.
Historia, która zatoczyła koło
Muzyka towarzyszy Kamili od najmłodszych lat. Już jako dziecko brała udział w konkursach wokalnych, a równocześnie rozpoczęła naukę gry na fortepianie w Społecznym Ognisku Muzycznym w Piekarach Śląskich. Przez osiem lat zdobywała tam kolejne umiejętności, nie przypuszczając nawet, że po latach wróci do tej samej placówki już jako nauczycielka. Wszystko zaczęło się od jubileuszu 65-lecia ogniska, podczas którego została zaproszona jako absolwentka. Po recitalu otrzymała propozycję pracy, a niedługo później objęła klasę śpiewu. Kiedy dotychczasowa dyrektorka postanowiła przejść na emeryturę, zdecydowała się wystartować w konkursie na stanowisko dyrektora. Dziś zarządza miejscem, w którym sama stawiała pierwsze muzyczne kroki! To doświadczenie wykorzystuje również w pracy z młodymi ludźmi, często przypomina swoim uczniom, że zdobywane dziś świadectwa, umiejętności i doświadczenia mogą okazać się bezcenne dopiero za kilka czy kilkanaście lat.
Miała być „panią od polskiego”!
Choć muzyka od zawsze była obecna w jej życiu, początkowo planowała zupełnie inną drogę zawodową. Marzyła o pracy nauczycielki języka polskiego. Fascynowała ją kultura słowa i sposób prowadzenia lekcji przez nauczycielkę z czasów szkoły podstawowej. Dopiero w liceum dowiedziała się o możliwości studiowania edukacji artystycznej w zakresie sztuki muzycznej w Częstochowie. Zaryzykowała, składając dokumenty wyłącznie na jeden kierunek. Ryzyko się opłaciło, a zdobyte wcześniej świadectwa z ogniska muzycznego okazały się dodatkowym atutem podczas rekrutacji. Dziś nie ma wątpliwości, że była to właściwa decyzja. Dzięki studiom mogła połączyć dwie największe pasje – muzykę i nauczanie.
Muzyka to emocje i kompromisy
Milla nie ukrywa, że przez lata zmieniło się również jej spojrzenie na występy sceniczne. Początkowo największym wyzwaniem była trema i chęć osiągnięcia perfekcji. Z czasem zrozumiała jednak, że publiczność nie oczekuje idealnego wykonania, lecz szczerości i prawdziwych emocji. Jej zdaniem odbiorcy bardzo szybko wyczuwają sztuczność. Nawet najlepiej przygotowany występ nie zrobi wrażenia, jeśli zabraknie autentyczności. Dlatego właśnie emocje uważa za najważniejszy element każdej piosenki. Nie oznacza to jednak, że trema całkowicie zniknęła. Artystka przyznaje, że nadal towarzyszy jej przed koncertami, ale dziś potrafi ją kontrolować. Uważa nawet, że niewielki stres jest potrzebny, ponieważ mobilizuje organizm do działania. Najważniejsze jest jednak to, aby nie pozwolić, by przejął kontrolę nad wykonawcą.
Wokalistka zwróciła również uwagę na zmieniający się rynek muzyczny. Według niej współcześni odbiorcy coraz częściej wybierają proste przekazy, podczas gdy ona sama wciąż ceni teksty pozostawiające miejsce na własną interpretację. To właśnie dlatego coraz częściej trzeba szukać kompromisu pomiędzy własnymi artystycznymi ambicjami a oczekiwaniami publiczności. Bez słuchaczy muzyka nie ma bowiem racji bytu, a rolą artysty jest nie tylko wyrażanie siebie, ale również budowanie relacji z odbiorcami.