Co trzeba mieć w głowie? O krok od tragedii na tyskich ulicach przez głupi żart z atrapą
To mogło skończyć się tragicznie. Wystarczyła sekunda, jeden gwałtowny ruch za dużo i interwencja policji w Tychach mogła przejść do historii jako czarny czwartek. Co trzeba mieć w głowie, by w miejscu publicznym paradować z przedmiotem przypominającym broń, a na widok mundurowych sięgać za pasek spodni? Odpowiedzią w tym przypadku okazała się mieszanka alkoholu i skrajnej nieodpowiedzialności.
Scenariusz wydarzeń, do których doszło w rejonie ulicy Towarowej, brzmi jak opis z filmu sensacyjnego, ale działo się to naprawdę, w biały dzień, wśród postronnych mieszkańców robiących zakupy w galerii i sklepie budowlanym.
Pistolet w galerii i pościg pod stację paliw
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia o mężczyźnie z „bronią palną” w jednej z tyskich galerii handlowych. Jeszcze przed przyjazdem patrolu „bohater” zamieszania przeniósł się w okolice sklepu budowlanego. Gdy zauważył policjantów, zamiast się zatrzymać, zaczął uciekać w stronę stacji paliw.
Policjanci ruszyli w pościg pieszy. Atmosfera zgęstniała do granic możliwości, gdy ścigany 51-latek nagle sięgnął rękami za plecy, w okolice paska spodni.
Sekundy od wystrzału
W takiej sytuacji mundurowi nie mają czasu na domysły. Prawo i procedury są jasne: jeśli istnieje realne zagrożenie życia, policjant musi być gotowy do użycia broni. Jeden z funkcjonariuszy dobył pistoletu służbowego, podczas gdy drugi wykazując się opanowaniem zdołał obezwładnić mężczyznę od tyłu dokładnie w momencie, gdy ten wyciągał „broń”.
Dopiero po skuciu agresora okazało się, że to, co wyglądało na narzędzie zbrodni, było jedynie atrapą.
Finał w izbie wytrzeźwień
Mieszkaniec Tychów, który postawił na nogi całą tyską policję, był kompletnie pijany. Zamiast do domu, trafił prosto do izby wytrzeźwień w Sosnowcu. Choć tym razem skończyło się na strachu i siniakach, 51-latek musi mieć świadomość, że był o krok od bycia postrzelonym.
Apel policji i zdrowy rozsądek: Policja przypomina: każde zgłoszenie o broni w miejscu publicznym jest traktowane z najwyższą powagą. Funkcjonariusze nie wiedzą, czy masz w ręku plastikową zabawkę, czy odbezpieczony pistolet. Wyciąganie takich przedmiotów w stronę służb to igranie ze śmiercią na własne życzenie.
źródło: opracowanie własne, KMP Tychy




