„Leżało, to wziąłem”. Gorzka lekcja życia 25-latka, który pomylił okazję z kradzieżą
W świecie internetowych memów furorę robi hasło: „Otwarte było, to wszedłem”. W realnym życiu, a konkretnie w jednym z katowickich sklepów monopolowych, pewien 25-latek uznał, że podobna logika zadziała w przypadku sejfu. „Był otwarty, to wziąłem” – pomyślał, pakując do kieszeni 12 tysięcy złotych. Dziś zamiast „łatwej gotówki” ma policyjne zarzuty, a jego błyskotliwa kariera zakończyła się szybciej, niż zdążył wydać choćby złotówkę.
To historia o bezmyślności, która boli niemal fizycznie. Pokazuje też, że niektórzy wciąż wierzą w „zbrodnię doskonałą”, nawet jeśli popełniają ją w miejscu, gdzie wszyscy znają ich imię, nazwisko i numer PESEL.
Skok życia przed zmianą
Niedzielne południe w Katowicach. 25-letni mężczyzna, zatrudniony w sklepie od zaledwie kilku dni, pojawia się w pracy znacznie wcześniej. Nie po to jednak, by wykazać się pilnością – swoją zmianę miał zacząć dopiero wieczorem. Jak się okazało, przyszedł „rozejrzeć się za okazją”.
Gdy wszedł na zaplecze i zobaczył otwarte drzwiczki sejfu, w jego głowie zamiast alarmu i uczciwości, pojawił się impuls. Można go streścić w zdaniu: „Mało zarabiam, a tu leży tyle gotówki, nikt nie patrzy”. W kilka sekund z sejfu zniknęło 12 tysięcy złotych.
„Genialny” plan i szybkie otrzeźwienie
Logika sprawcy była porażająca. Okradł miejsce, w którym był zatrudniony, w czasie, gdy na zmianie była jego koleżanka, pod okiem kamer (zapewne) i w systemie, w którym figurował jako pracownik. Myślał, że nikt nie zauważy zniknięcia pliku banknotów? A może liczył na to, że podejrzenie padnie na kogoś innego?
Rzeczywistość uderzyła w niego z siłą taranu. Ekspedientka niemal natychmiast zorientowała się, że w sejfie hula wiatr i wezwała policjantów z katowickiej „trójki”. Mundurowi nie musieli być Sherlockiem Holmesem – ustalenie, kto „przypadkiem” kręcił się na zapleczu poza godzinami pracy, zajęło im chwilę.
Cena „okazji”: do 5 lat więzienia
Finał tej historii jest równie błyskawiczny, co sama kradzież. 25-latek został zatrzymany, a cała kwota – 12 tysięcy złotych – wróciła do właściciela. Zamiast planowanych zakupów czy spłaty długów, katowiczanin usłyszał zarzut kradzieży.
Co teraz czeka „łowcę okazji”?
- Odpowiedzialność karna: za kradzież grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
- Wilczy bilet: znalezienie nowej pracy z wyrokiem za okradzenie pracodawcy graniczy z cudem.
- Wstyd: historia o „otwartym sejfie” szybko rozejdzie się w branży.
Refleksja: okazja czyni złodzieja czy obnaża głupotę?
Ta sytuacja to podręcznikowy przykład na to, jak brak perspektywicznego myślenia i chęć szybkiego zysku niszczą życie. 12 tysięcy złotych wydaje się dużą sumą tylko do momentu, gdy porównamy ją z ceną wolności i czystej kartoteki.
Policjanci apelują: nie ma czegoś takiego jak „znaleźne” wewnątrz firmy czy „wykorzystanie okazji”. Każde takie działanie to przestępstwo, które w dobie dzisiejszego monitoringu i systemów kadrowych jest wykrywane niemal natychmiast.
źródło: opracowanie własne, KMP Katowice




