Oglądaj w TVSSzlagieryTelewizja TVS

Anna Jędrzejczyk wraca z albumem „Prowadź mnie”. Szlagier z włoskim klimatem?

Anna Jędrzejczyk już po raz kolejny pojawia się na antenie Telewizji TVS. Tym razem zaprezentowała album Prowadź mnie, a tytułowy utwór trafia do notowania Szlagierowej Listy!

Choć artystka żartuje, że przestała już liczyć swoje wizyty w programie, jedno pozostaje niezmienne — wciąż cieszy i bawi się swoją twórczością. Szlagier w jej wydaniu nie jest zamkniętym gatunkiem, lecz przestrzenią, w której spotykają się tradycja, taneczność, folk i często rockowa energia.

Szlagier „bez etykiet”

Anna zdecydowanie unika szufladkowania swojej twórczości. Podkreśla, że muzyka określana jako szlagierowa, często niesłusznie bywa upraszczana. W jej rozumieniu to nurt zakorzeniony w tradycji piosenki z lat 70. i 80. — melodyjnej, opartej na emocji i tekście, który choć opowiada o sprawach prostych, takich jak miłość, tęsknota i codzienność, wcale nie jest tak oczywista. Nie chodzi jednak o kopiowanie przeszłości. Artystka zaznacza, że każdy wykonawca wnosi do gatunku własną wrażliwość i estetykę. Dlatego w jej repertuarze słychać zarówno elementy muzyki tanecznej, jak i subtelne inspiracje folkiem czy mocniejsze, rockowe akcenty.

Każdy z nas ma inną wrażliwość,  inne poczucie estetyki, chcemy siebie wyrazić w jakiś konkretny sposób — przyznaje Anna.

Prowadź mnie — utwór bliski sercu

Tytułowy singiel z wrześniowej płyty nie znalazł się na niej przypadkowo. To jeden z najnowszych utworów i, jak przyznaje wokalistka, najbliższy jej sercu pod względem tekstu. Właśnie dlatego stał się nazwą całego albumu. Prowadź mnie można interpretować wielowymiarowo, jako relację z drugim człowiekiem, z muzyką, z życiem. Od lat Anna teksty pisze sama, natomiast za warstwę muzyczną i finalny szlif aranżacyjny odpowiada jej mąż Tomasz. To współpraca oparta na zaufaniu i dialogu twórczym. Jak podkreśla, bez tej wzajemnej wiary w swoje decyzje artystyczne płyta nie miałaby takiego kształtu.

Ja w większości piszę teksty, za muzykę odpowiada mój mąż, ale też tu musimy sobie zaufać nawzajem, więc dlatego „Prowadź mnie”. Gdzieś tam ta współpraca na każdym szczeblu jest i chyba dlatego ta piosenka jest mi taka bliska i stąd pomysł na ten tytuł do płyty — stwierdza.

Włoskie kadry 

Teledysk do utworu powstał w północnych Włoszech, w miasteczku Cormòns, niedaleko granicy ze Słowenią i stosunkowo blisko Triestu. Winnice, wąskie uliczki i architektura regionu tworzą tło, które nie jest oczywiste turystycznie, a przez to przyciąga uwagę.

Architektura miasteczka nie jest taka typowo włoska, ona trochę jest właśnie bliższa Słowenii — dodaje.

Dla artystki obraz ma znaczenie równorzędne z muzyką. Najpierw powstaje utwór, tekst, melodia oraz aranż, a dopiero później rodzą się wizualne „migawki”. Nie wyobraża sobie pracy odwrotnej, czyli dopasowywania muzyki do gotowego obrazu. Jej zdaniem spójność między dźwiękiem a kadrem decyduje o sile przekazu.

Scena jako naturalne środowisko

Choć Anna coraz lepiej odnajduje się w pracy studyjnej, to koncerty pozostają dla niej najważniejsze. Występy na żywo dają bezpośredni kontakt z publicznością i energię, której nie da się odtworzyć w warunkach studyjnych. Artystka często gra z zespołem i podkreśla, że żywe instrumenty zmieniają charakter nawet najbardziej „bezpiecznych” kompozycji. Szlagier z perkusją, gitarą i sceniczną improwizacją nabiera „pazura”. Równolegle artystka rozwija drugi projekt, bardziej rockowy, w którym pozwala sobie na mocniejsze brzmienia i reinterpretacje znanych utworów.

Powrót do korzeni

Muzyczna droga zaczęła się naprawdę wcześnie. Pierwsze duże występy miały miejsce już w wieku ośmiu lat. Potem przyszły festiwale, przeglądy muzyczne, lata grania na scenach mniejszych i większych. Był też czas na życie rodzinne, studia i prowadzenie firmy nagłośnieniowej oraz studia nagrań. Po pandemii artystka zdecydowała się wrócić do swoich pierwotnych planów.

Jakoś po pandemii człowiek się na nowo ocknął i postanowił, że chyba wróci do tego, co było na początku, do tych swoich marzeń — mówi Ania.

Dziś, mając zaplecze techniczne i doświadczenie, jak przyznaje, tworzy z większą świadomością. Największym wyzwaniem nie jest samo komponowanie, lecz znalezienie wspólnego języka z odbiorcą, tak by jej poczucie estetyki stało się bliskie słuchaczowi.

— Najważniejsze chyba jest to, żeby trafić na swojego odbiorcę i żeby ten odbiorca Ci zaufał — stwierdza.

Muzyka w czasach zmian

Ania nie unika refleksji nad współczesnym rynkiem muzycznym. Zauważa, że muzyka ewoluuje, jedni wracają do korzeni, inni eksperymentują z nowymi technologiami, w tym z narzędziami sztucznej inteligencji. Jej zdaniem technologia może wspierać twórcę, ale nie zastąpi wrażliwości i pracy człowieka. Dlatego tak mocno stawia na koncerty grane w pełni na żywo. W świecie playbacków i cyfrowych ułatwień autentyczna energia sceny staje się wartością samą w sobie. Album Prowadź mnie jest kolejnym etapem tej drogi, świadomej, dojrzałej i otwartej na zmiany, ale zakorzenionej w przekonaniu, że dobra piosenka zawsze obroni się melodią, tekstem i prawdziwą emocją.

Jeden koncert różni się od drugiego, one nigdy nie są takie same. Nie odtwarzasz płyty, tylko śpiewasz. Tu coś czasami zmienisz, tu coś dodasz, tu się tekst pomyli. Tam sobie publiczność śpiewa, a tu się okazuje, że struna poszła w gitarze i nagle grasz pół utworu bez gitary, bo musisz zmienić strunę albo trzeba troszeczkę przearanżować sam utwór — podsumowuje. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button