Co roku umiera jedno nieduże miasto na Śląsku. To przenośnia, ale dane statystyczne są nieubłagane. Rok do roku na Śląsku jest ok. 30 tysięcy mieszkańców mniej.
To tak, jakby z mapy zniknął np. Myszków, Żywiec czy Czeladź. Dla przykładu w 2022 roku w Dąbrowie Górniczej urodziło się ok. 460 dzieci, zmarło prawie 1400 osób.
- Rok 2021 kończyliśmy liczbą 111 tys. mieszkańców, rok 2022 skończyliśmy liczbą 109 640 mieszkańców. Jest to stała tendencja, na podobnym poziomie. Z drugiej strony w Dąbrowie Górniczej cały czas pojawiają się nowe inwestycje mieszkaniowe, nowe inwestycje prywatne - mówi Bartosz Matylewicz, Urząd Miejski w Dąbrowie Górniczej.
Spadek widoczny jest też w Tychach. Tam urodziło się 1230 dzieci, a zmarło 1551 osób.
- Statystyki z ubiegłego roku są zdecydowanie lepsze niż te z 2021 roku, kiedy odnotowaliśmy mniej aktów urodzenia, bo było ich 667, a aktów zgonu 1667. Gdybyśmy porównali te dwa ostatnie lata to widzimy tu tendencję wzrostową, to znaczy więcej osób się rodzi, a jednak mniej osób umiera w stosunku do 2021 roku – mówi Ewa Grudniok, Urząd Miasta Tychy.
W całym województwie najszybciej ubywa mieszkańców Sosnowca, Dąbrowy Górniczej i Częstochowy. Dużo lepiej sytuacja wygląda w powiecie pszczyńskim, bieruńsko-lędzińskim i rybnickim.
- Taką sytuację notujemy od 2010 roku. Do tego momentu zdecydowanie notowaliśmy nadwyżkę liczby urodzeń nad zgonami. Od 2010 roku, kiedy te liczby spotkały się ze sobą i ten bilans wyszedł na zero, notujemy niestety dramatyczny wzrost liczby zgonów, a zmniejszającą się liczbę urodzeń dzieci - mówi Grażyna Witkowska, Urząd Statystyczny w Katowicach.
Urząd Statystyczny ma na razie dane za pierwsze półrocze 2022 roku. Patrząc jednak po statystykach z poszczególnych miast nic nie wskazuje, aby sytuacja demograficzna szybko się zmieniła.
Autor: Paweł Jędrusik