Apteka w bagażniku i leki z cyrylicą. Tyscy policjanci rozbili nielegalny biznes
To miał być dochodowy import, a skończyło się dozorem policji i widmem 5 lat więzienia. Tyscy policjanci zwalczający przestępczość gospodarczą zatrzymali 30-letniego mieszkańca Chorzowa, który na masową skalę sprowadzał z Ukrainy leki i sprzedawał je w Polsce bez żadnych zezwoleń. Co najbardziej szokujące, medykamenty przeznaczone dla ludzi trafiały… do gabinetów weterynaryjnych.
Funkcjonariusze monitorowali działalność mężczyzny od dłuższego czasu. Moment uderzenia nastąpił w pobliżu jego miejsca zamieszkania, gdy 30-latek ładował do samochodu paczki wypełnione nielegalnym towarem. Kolejne kilkaset opakowań mundurowi znaleźli w jego mieszkaniu.
Biznes przez komunikatory i portal aukcyjny
Zatrzymany mężczyzna podszedł do procederu w sposób zorganizowany. Prowadził działalność gospodarczą, która służyła mu jako przykrywka do importu leków zza wschodniej granicy.
-
Model sprzedaży: Oferty zamieszczał na jednym z portali internetowych.
-
Kontakt: Z klientami dogadywał się przez popularne komunikatory.
-
Dostawa: Gotowy towar wysyłał kurierem do odbiorców w całym kraju.
Wszystkie zabezpieczone produkty lecznicze posiadały opisy w języku ukraińskim (pisane cyrylicą) i nie figurowały w polskich rejestrach.

Niebezpieczna „terapia” dla zwierząt
Śledczy ustalili bardzo niepokojący wątek tej sprawy. Znaczna część nielegalnych preparatów trafiała do lecznic weterynaryjnych. Mężczyzna sprzedawał je jako środki do leczenia zwierząt, mimo że w rzeczywistości były to leki przeznaczone dla ludzi.
Policja ostrzega:
Zabezpieczone leki nie posiadały rejestracji ani dopuszczenia do obrotu weterynaryjnego w Polsce. Stosowanie ich u zwierząt było nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim skrajnie niebezpieczne, ponieważ preparaty te nie są przystosowane do terapii weterynaryjnej.
Surowe konsekwencje dla 30-latka
Prokuratura Rejonowa w Tychach objęła nadzorem postępowanie, które ma wyjaśnić, jak wiele placówek skorzystało z usług nielegalnego importera. Chorzowianin usłyszał już zarzuty wprowadzania do obrotu produktów leczniczych bez wymaganego zezwolenia.
Zastosowane środki:
-
Dozór policji,
-
Zakaz opuszczania kraju.
Za złamanie przepisów Prawa farmaceutycznego 30-latkowi grozi teraz do 5 lat pozbawienia wolności. Tyscy policjanci nie wykluczają dalszych kroków w tej sprawie, szczególnie w kontekście osób, które nabywały od niego nielegalne substancje.
źródło: KMP Tychy




