Mediolan? Nie, dzisiaj zwiedzam dom. O tym, jak „zabłysnąć” w Pyrzowicach i zostać gwiazdą… terminalu
Wszyscy to wiemy. Trąbią o tym w radiu, piszą na każdym portalu, a znaki na lotnisku niemal krzyczą: „Nie żartuj o bombie i broni!”. Ale co tam przepisy, co tam rozsądek – kiedy ułańska fantazja bierze górę, a chęć pokazania „kto tu rządzi”, jest silniejsza niż chęć zobaczenia katedry Duomo. Pewien podróżny w Pyrzowicach właśnie udowodnił, że stać go na najdroższy dowcip sezonu.
„Mam w torbie klamkę” – czyli jak skrócić wakacje w sekundę
Scenariusz był klasyczny. Odprawa biletowo-bagażowa, kolejka ludzi marzących o włoskim espresso, a na końcu on – nasz bohater. Gdy padło rutynowe pytanie o zawartość bagażu, zamiast grzecznego: „Tylko skarpetki i magnesy na lodówkę”, padło legendarne: „Mam tam broń”.
Pewnie w jego głowie brzmiało to jak świetny żart, po którym pani przy okienku wybuchnie śmiechem, a współpasażerowie przybiją mu piątkę, podziwiając jego luz i odwagę. Stało się jednak coś, co w regulaminach nazywa się „procedurą bezpieczeństwa”, a w życiu – „twardym lądowaniem na ziemi”.
VIP-owski serwis od Straży Granicznej
Na lotnisku w Pyrzowicach poczucie humoru funkcjonariuszy Zespołu Interwencji Specjalnych jest, delikatnie mówiąc, specyficzne. Kiedy słyszą o broni, nie proszą o powtórzenie puenty. Zamiast tego serwują darmowy, choć mało przyjemny „przegląd techniczny”.
Mężczyzna został niezwłocznie wylegitymowany, a jego bagaże przeszukane pod kątem wszystkiego, co robi „bum” lub „pif-paf”. Oczywiście broni nie było. Były za to:
- Mandat w wysokości 500 zł – tak dla osłody.
- Czynności proceduralne – bo prawo lotnicze nie lubi komików.
Najdroższy bilet powrotny świata
Finał tego kabaretu był jednak najbardziej bolesny. O ile 500 złotych można jeszcze przeżyć (w końcu Mediolan do tanich miast nie należy), o tyle zakaz wejścia na pokład to już cios poniżej pasa. Zamiast lądować w stolicy mody i zajadać pizzę na Piazza del Duomo, nasz dowcipniś mógł jedynie pomachać odlatującemu samolotowi i… wrócić do własnej kuchni.
Przestroga z terminalu
Przed nami sezon wakacyjny, więc warto to sobie powtórzyć: strażnicy graniczni mają wiele zalet, ale profesjonalnie wycinają z siebie poczucie humoru w momencie założenia munduru. Żart o broni to najprostszy sposób, by:
- stracić pieniądze za bilet.
- dostać „prezent” od państwa w formie mandatu.
- zostać w domu, gdy inni już wrzucają zdjęcia z wakacji na Instagram.
Pamiętajcie, stać Was na wiele, ale na taki żart po prostu nie warto wydawać pieniędzy. Mediolan poczeka, ale wstyd na lotnisku zostaje na długo.
źródło: opracowanie własne na podstawie materiałów ŚOSG




